Drzwi wróżki

„Myślałam, że widziałam już wszystko”. Znacie to? Z wiekiem zdarza się coraz częściej i ze zdwojoną siłą ;). Ostatni taki stan zaskoczenia miałam po wiadomości od Joasi: „kupiłam drzwi wróżki”. Wow, super… Co kupiłaś ??? Z rozdziabioną paszczą i  przyklejonym nosem do monitora, oczekiwałam na odpowiedź czym są „fairy doors”. Okazuje się, że chyba byłam ostatnią matką na świecie, która nie wiedziała, że te drzwiczki to „must have” w pokoju dziecka. Tłumaczy mnie tylko wyrośnięte dziecko ;).

W dużym skrócie, drzwiczki mają pobudzać wyobraźnię dziecka. Za tymi drzwiczkami przecież jest magiczny świat w którym mieszka wróżka, a wróżki mogą wszystko :). Przez furtkę, do dziecięcego pokoju przychodzą nocą, żeby odgonić nocne koszmary, pomóc w rozstaniu ze smoczkiem i czasami zostawiają nagrodę za posprzątanie zabawek.

Wracając na ziemię, w internecie znajdziecie całą paletę wzorów i rozmiarów drzwiczek (od 11 do 25cm ). Ceny sięgają nawet 140zł. Do tego masa dodatkowych elementów, jak skrzaty czy drabinka. Wszystko tak urocze,  że aż chciałoby się być dzieckiem :).



Możecie też kupić surowe ze sklejki, do ozdobienia według własnego gustu. Czy to decoupage, czy po prostu pomalowane w ulubionych kolorach. Takie właśnie kupiłam na allegro za 5,80zł (wysokość 25cm).




 Turkusowe drzwi skrzata

Potrzebujemy:

  • biała i czarna farba akrylowa
  • barwnik turkusowy
  • złoty spray
  • brokat
  • lakier bezbarwny
  • pędzel, taśma malarska, kostka szlifierska lub papier ścierny

Wykręciłam zawiasy i pomalowałam futrynę na czarno.

Turkusowy barwnik rozmieszałam z białą farbą i pomalowałam pierwszą warstwę. Po wyschnięciu przetarłam kostką szlifierską i pomalowałam drzwi jeszcze raz.



Mokrą warstwę farby obsypałam brokatem ( najzwyklejszym, ze sklepu papierniczego). Małym pędzelkiem namoczonym w farbie, roztarłam brokat i jeszcze raz obsypałam.




Po wyschnięciu, pomalowałam drzwi dwiema warstwami bezbarwnej farby akrylowej.



Została do wykończenia klamka, a to już na przykładzie różowych drzwi.



Różowe drzwi wróżki

Potrzebujemy:

  • biała farba akrylowa
  • różowy barwnik
  • złoty spray
  • taśma malarska, pędzel, kostka szlifierska

Same drzwi pomalowałam i obsypałam analogicznie. Różnica jest jedynie w futrynie. Przed pozłacaniem futryny, pomalowałam ją białą farbą i przetarłam kostką. Daje to lepszy efekt niż bezpośrednie malowanie złotym na sklejkę.

A teraz mój ostatni hit sprayowy :). Do tej pory używałam złotego sprayu DEKO-K, który nadal uwielbiam ale nie było go w sklepie, więc w ramach testu kupiłam Luxens. Kryje dużo słabiej, za to jak już pokryje, to normalnie kabriolet metalik ;).



Na zdjęciu poniżej widać, że jest złoty ale ma też srebrne drobinki, które pięknie się mienią na magicznych drzwiczkach.


 






Nic trudnego, co nie oznacza, że banalne dla każdego.



Początkowo byłam sceptyczna w ocenie sensu drzwiczek. Z naciskiem na „pomysłodawca wypracował potrzebę zakupu w rodzicach”. Z drugiej strony po pokemonach i innych roboto-stworach… wróżki i skrzaty brzmią bardziej przekonująco. Joasia napisała, że u niej „magia działa, a prosty pomysł okazał się mega frajdą dla 3,5 letniej Zosi”. Podkreśliła, że drzwiczek się nie wręcza dziecku, tylko wróżka wprowadza się niespodziewanie ( pod nieobecność dziecka ). Jeśli tylko sprawiają przyjemność, to ja w to wchodzę :).

I jako duża dziewczynka, widzę te drzwiczki u siebie w sypialni, bez głębszej ideologii, chociaż mam cichutką nadzieję, że zamieszkałaby tam wróżka milionerka, która co rano przyniosłaby wielgaśny banknocik… na waciki ;).