Lawendowe woreczki

Uwielbiam zapach lawendy, a fakt że odstrasza on mole jest jedynie dodatkowym argumentem by wypełniał moją szafę. Chociaż jakoś nie pamiętam kiedy ostatnio spotkałam tego pożeracza odzieży. Paradoksalnie chyba lata temu, gdy babcia otwierała swoją szafę, z dumą prezentując nowe kostki naftaliny. Ba, dostawałam kilka w prezencie, bo przecież „zapach, zapachem”, ale mól mój wróg. Myślę, że gdybym wtedy zrobiła jej takie saszetki, to przynajmniej z grzeczności upchałaby je w gąszczu naftalinowych kostek, a ja miałabym nieco przyjemniejsze wspomnienia z babcinej szafy ;).



Zanim jednak zacznie pachnieć, chciałam te woreczki jakoś ozdobić. Pomysłów było sporo. Od haftu, przez malowanie, które jednak nie najlepiej mi idzie aż po

Decoupage na tkaninie

Przygotowałam:

  • resztki bawełny, które pocięłam w paski
  • serwetki z motywem lawendy
  • klej
  • pędzelek
  • papier do pieczenia lub pergamin
  • żelazko


Pierwszy raz w życiu kleiłam serwetki na tkaninę i dlatego mogę podzielić się Wami gorącymi spostrzeżeniami. Trudno nie było, ale to akurat zawsze powtarzam ;).

Tradycyjnie jak przy serwetkowaniu, oddzieliłam pierwszą warstwę serwetki z której wycięłam wzór.



Pamiętacie brokatowe tenisówki ? Oklejałam je właśnie klejem uniwersalnym ( również do tkanin ), kupionym w sklepie papierniczym za kilka złotych. Świetnie się sprawdził, tylko że się skończył. Miałam za to „magic” i oby nazwa zobowiązywała ;).

Ponieważ klej był dość gęsty, nakładałam go namoczonym w wodzie pędzelkiem. Najpierw na tkaninę, potem przykleiłam serwetkę i jeszcze raz posmarowałam klejem serwetkę ( delikatnie rozkładając po tkaninie ).




Po wyschnięciu kleju, wyprasowałam letnim żelazkiem przez pergamin.



Woreczków zrobiłam więcej i to była dobra okazja żeby poćwiczyć klejenie. Za drugim, trzecim razem robi się co raz łatwiej. Jakieś tam paproszki mi właziły ale generalnie źle nie wyszło :).



A jak takie decoupage sprawdza się w praktyce ?

Podobno, jeżeli użyjemy kleju do tkanin, to można prać w 30 stopniach. Nie przewidywałam prania woreczków ale sprawdziłam i klej „magic” dał radę. Wyprałam ręcznie, wyprasowałam i wszystko było na miejscu :).




Zostało zszycie woreczków i wypełnienie lawendą.



Woreczki zapachowe.
  1. Możecie wsypać gotowy susz lawendowy, a kiedy zwietrzeje skropić olejkiem zapachowym.

To wersja podstawowa, a inne opcje:

2. Do kilku wsypałam sól do kąpieli o zapachu lawendy – intensywnie pachnie, ale jeśli dostanie się choć kropla wody, to fioletowy barwnik plami woreczki. Zapach owszem, niemniej poplamione woreczki zepsuły mi zabawę.

3. Uzbierałam fusy z herbaty, które skropiłam olejkiem zapachowym ( Rossman 6,50zł ) i wsypałam do woreczków. Ta opcja daje zastosowanie fusom i dobrze trzyma zapach.





Wiecie, że zapach naftaliny jest prawie nieusuwalny ? Ja wiem, bo kożuch po babci wietrzyłam, perfumowałam, w końcu nawet prałam. Mam nadzieję, że z lawendą jest podobnie :).