Mieszkanie pod wynajem cz. 5 – Salon

Nie bez przyczyny metamorfozę salonu zostawiłam na koniec. To wnętrze było „kropką” za całą metamorfozą mieszkania. Pomimo upływającego czasu, nadal patrzę z dumą na włożona tu pracę, a było jej sporo :). Dawno nie wyniosłam z jednego pokoju tylu rzeczy … ;).

21 metrów kwadratowych, a na nich kanapa, dwa fotele, stół z krzesłami, pianino, stolik tv, ława, lampa stojącą i… 3,5 metrowy segment. To tak tytułem wstępu z większych rzeczy ;).

Generalnie opróżnienie tego pokoju wraz zawartością segmentu zajęło kilka godzin.



Zdjęcie powyżej nie jest jakimś odosobnionym przypadkiem. Odwiedzając sąsiadkę zastałam identyczny układ i „zastaw” powierzchni. Rozumiem, że starsi ludzie nie mają siły na remontowe rewolucje, są przywiązani do swoich pamiątek, a żeby zdobyć ten segment i stół musieli włożyć o wiele więcej energii niż my dziś, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Niemniej potencjalny najemca raczej nie będzie miał tyle zrozumienia.

Zestaw wypoczynkowy ;) trafił na śmietnik, resztą meblowałam, łamane na przestawiałam po pomieszczeniach. I tak, do kuchni trafił stół wraz z krzesłami.



Kolejny punkt, to wygospodarowanie dodatkowego miejsca sypialnego. 3,20m wysokości to dużo, ale zbyt mało, by zamontować antresolę na całej długości długości krótszej ściany, tuż nad drzwiami. Szkoda, bo wtedy byłoby idealnie. Została mi antresola po łuku, która mieści materac 140x200cm.

Koszt konstrukcji stalowej wraz z montażem i drabinką malowaną proszkowo, to 1600zł. Taka była cena  wyjściowa, jednak nie mogłam doprosić się terminowego zamontowania, co wstrzymywało resztę prac i ostatecznie zapłaciłam 1400zł. Do tej kwoty doszła obudowa z płyt kartonowo-gipsowych, halogeny led i osłona ze sklejki giętkiej.

Antresola wyłożona jest wykładziną, na tym materac. W efekcie pozostaje 1m do sufitu, czyli dorosły człowiek może usiąść. Od podłogi do sufitu antresoli jest 1,70m, czyli ja tam się mieszczę, o ile nie założę szpilek ;).



Komody, które widzicie poniżej przeniosłam z mniejszego pokoju. Piękne, wymagały tylko przetarcia blatów i dwóch warstw lakieru. TV przywiozłam od siebie, tym samym do dnia dzisiejszego funkcjonuję ze starym kineskopowym i chyba nawet nie mam parcia na nowy ;). Brązowy, niesamowicie wygodny narożnik również „oddałam”, a co tam. Fioletowy dywan, kupiony w serwisie aukcyjnym za 70zł i stolik Ikea 129zł.



Starą lampę naftową rozbili robotnicy podczas prac. Przykryłam ją abażurem z Leroy Merlin za 59zł




Efekt, który widzicie dziś, to 3 miesięczna praca zespołu, najczęściej 2-3 fachowców. Do tego moje 1,5 miesiąca poprawek. O swoim rozczarowaniu postawą robotników pisałam przy metamorfozie kuchni i chyba więcej nie chciałabym do tego wracać. Szczęście w nieszczęściu, mój pendrive w zeszłym tygodniu uległ uszkodzeniu, a zawierał między innymi uwiecznione te smaczki „fachowców” spuszczonych z oka. Najbardziej obrazowe było ułożenie płytek podłogowych w łazience poza łazienkę na tyle, że drzwi nie sposób było zamontować ;).

Najważniejsze, że udało się zakończyć to pasmo porażek. Mieszkanie z powodzeniem było wynajmowane przez rok na krótki termin. Zachwyty gości, łechtały próżność ;). Od dwóch lat ma stałych najemców, którzy znaleźli się prawie natychmiast – o to chodziło.

Metamorfozy poszczególnych pomieszczeń znajdziecie tutaj – łazienka, kuchnia, pokój dzieci, przedpokój.

P.S. A o tym segmencie jeszcze usłyszycie :).