Pokój nastolatka – Fototapeta

To była moja pierwsza przyklejona fototapeta w życiu, za to tapet miałam już sporo za sobą. Kiedy „normalne” dzieciaki z podstawówki biegały po placu zabaw, my z Agą tapetowałyśmy pokój. Oczywiście materiały kupione za kieszonkowe… To chyba najlepiej obrazuje, jak wcześnie zaatakowała mnie choroba DIY ;). Z takim bagażem tapetowego doświadczenia nie powinna być mi straszna fototapeta, a jednak wydawała się być wyższym lewelem.

Czego nie robi się dla dziecka :). Nastolatka w zasadzie, w dodatku płci męskiej, który nie cierpi remontów ;). Idealnie złożyło się, że Patryk wyjeżdżał na miesięczny obóz, a ja przez ten czas mogłam być wolna od „mamoooo…”. Myślę, że dziewczynki jakoś bardziej palą się do zmian w pokoju. Udało nam się ustalić jedną wspólną wersję – ma być tablicówka. Na resztę machnął ręką i pojechał ;).

Wolna chata, a matka w żywiole :).


Będzie długo i ze szczegółami, więc jeśli nie macie ochoty na czytanie, to sugeruję zjechać na dół po efekt końcowy. Tam też KONKURS !


źródło: Uwalls


Fototapetę znalazłam na Uwalls.pl (tutaj link bezpośredni do wzoru). Pasowała do koniecznej tablicówki, a co ważniejsze do jedynego mebla, który musiał zostać – maszyny do szycia po babci.



Malowanie tablicówką.

To także był mój pierwszy raz. Do tej pory malowałam tablicówką wyłącznie meble, robioną samodzielnie. Czy taka sprawdziłaby się na ścianie ? Nie wiem, ale chętnie się dowiem. Jeśli macie doświadczenie z malowaniem ścian, domowej produkcji tablicówką na bazie farby akrylowej, to dacie znać w komentarzu.

Na wszelki wypadek kupiłam gotową firmy Tikkurila ( 99zł/1 litr ). Wystarcza na 8-10m2. Nauczona doświadczeniem przeczytałam wszystko, co chciał mi przekazać producent ;).

Z tych bardziej istotnych„…nakładać dwie warstwy w odstępach 6 godzin… gotowa do użytkowania po tygodniu”.



Ściany wygładziłam, uzupełniłam ubytki i zagruntowałam Amigruntem. Taśmą malarską wyznaczyłam pole malowania i jedziemy. Oczywiście z Agnieszką, tym razem nie po szkole, a po pracy :).



Pierwszym i szczęśliwie jedyny błędem była właśnie taka kolejność prac.

Farba tablicowa tworzy na ścianie powłokę przypominającą matową lamperię. Tego się nie spodziewałam, ale oznaczało, że na końcach fototapeta może się nie kleić do ściany.



Miałam całe 6 godzin na pokrycie kolejnej warstwy, więc jak tylko pierwsza przeschła, przygotowałam wszystko pod…

Przyklejanie fototapety

Na Uwalls możecie zamówić fototapetę w dowolnym wymiarze i teksturze. Znajdziecie też czytelną instrukcję jak kleić i czym. Ja wybrałam teksturę aqua, standardowy połysk jakoś do mnie nie przemawiał. Przyszła w dwóch kawałkach. Całe szczęście, bo przy dwudziestu mogłoby być wesoło ;).



Pozostało przyciąć dolny zapas, wymieszać klej i przykleić. Brzmi banalnie i nawet tak było :).

Na zagruntowanej ścianie zaznaczyłam miejsce klejenia, a przy pomocy poziomicy, pionową linię do której równałam pierwszy fragment. Ścianę i fototapetę posmarowałam klejem, przykleiłam i już. Nie taki diabeł straszny :).



Z kolejnym postępowałam analogicznie. Dopasowałam wzór do pierwszego i gotowe.



A gdzie popełniłam błąd? Przyglądnijcie się fototapecie w górnej części. Prześwituje czarna farba? No prześwituje. W prawdzie bez problemu kleiła się na rogach, ale kolorowej farbie pod fototapetę mówimy NIE!!!

Pozostało jeszcze pomalowanie drugiej warstwy farbą tablicową. Zabezpieczyłam fototapetę papierem i taśmą Tesa Precision Sensitive – ta taśma zabezpiecza, ale nie uszkadza powierzchni pod nią. Fajna sprawa :).




W końcu, po ponad 400, oby przydatnych słowach, mamy sedno fototapetowania. Po powieszeniu zegara, prześwitująca farba nie rzuca się w oczy i chyba mało kto, poza mną to dostrzega ;).





O tym dlaczego nie tapetowałam całej ściany, dlaczego jest niesymetrycznie… następnym razem. Na razie kończę zagospodarowanie biura mojego nastolatka :).


A teraz KONKURS !!!

Mam dla Was 10 kuponów, o wartości 50zł, na zakup fototapet firmy Uwalls.

Zasady są bardzo proste. Napiszcie w komentarzu:

Gdzie u siebie widzicie fototapetę… jaką…dlaczego..?

Najciekawsze pomysły zostaną nagrodzone kuponami. Startujemy od dzisiaj do 22.08.2017r. Wyniki zostaną ogłoszone 25.08.2017 na Facebook.

Powodzenia !!!


  • Ma Bi

    Świetna ta Twoja fototapeta! Kojarzy mi się z klasycznym komiksem. Ja wybrałabym ilustracje z domkami z kategorii pattern. Powiesiłabym ją na ścianie u Małego Człowieka. Wymyślalibyśmy mieszkańców wesołych kamieniczek i opowiadalibyśmy historie o ich przygodach.

    PS: niestety jestem perfekcjonistką i zauważyłam przebijającą farbę zanim o niej przeczytałam ;) ale i tak jest bardzo fajnie!

    • Brzmi inspirująco :). Tak chyba jest, że fototapeta może u dziecka pobudzić fantazję, zresztą nie tylko u dziecka. Ja kiedy patrzę na „swoją”, mam poczucie jakbym się cofała w czasie, a może to maszyna do szycia …
      P.S. Osz Ty ;). Mogłaś przynajmniej spytać czy to nie cień, albo zamierzone chmurki ;). Na szczęście mój syn tego nie zauważył i pewnie nigdy nie zauważy :).

      • Ma Bi

        mężczyźni ;) słonia by nie zauważyli ;) taki żarcik, ale mam nadzieję, że zmiany w pokoju zauwazył ;) no miałam przyciąć głupa, ale jak już się sama przyznałaś… nie przejmuj się: tak czy śmak JEST SUPER!

        • Też racja ;). Na szczęście nie wszyscy. Oczywiście było WOW ( dwufazowe ). Pierwsze na fototapetę, a drugie ile jeszcze do końca zostało :).

          • Ma Bi

            :)

  • Ciekawie to wygląda i się już tak nie czepiaj tych prześwitów ;) Całość prezentuje się świetnie :)
    Piękna maszyna i ten stolik :) cud miód :D i jeszcze widzę tam na jednym zdjęciu, fajną białą półeczkę :)
    Ja kiedyś myśląc o fototapecie mam ochotę umieścić taką na drzwiach wejściowo-wyjściowych ;) Tak, żeby goście chcąc wyjść się gubili ;) a mi taka fototapeta (myślę tu o jakiejś drodze, czy schodach) sprawiałaby poczucie większej przestrzeni :)

    • Ta maszyna, to właśnie stolik :). To dopiero wynalazek, inny niż Singer na metalowych nóżkach. Chowa się w blat i już. Półeczkę na duperelki pewnie wypatrzyłaś – szukam jeszcze dla niej miejsca. Fajny masz pomysł z tym oszukiwaniem gości. Mnie kiedyś marzyła się taka jak regał z książkami, a za nią drzwi. Z prześwitami już się pogodziłam, chmurki takie ;).

      • Oglądałam dziś taką maszynę u babci, ale niestety jakieś robaczki już weszły i są dziury, a ja jeszcze nie potrafię sobie z takimi rzeczami radzić, więc ją zostawię – za to przywiozłam dwie inne rzeczy ze strychu i teraz będę wymyślać, co z nimi zrobić :)

        • Ciekawe co upolowałaś :). Babcine domy, to prawdziwe skarbce cudów. Ja na tej maszynie uczyłam się szyć jako kilkulatka. Na początku wolno mi było ćwiczyć na gazetach, bez nici i miałam uważać na palce ;). Do dziś mam traumę, że igła mi w palec wejdzie, choć to mało prawdopodobne. Lata później, kiedy kupiłam swoją elektryczną nie wiedziałam jak sobie z nią poradzić ;).

  • Bardzo mi się podoba, że domowe metamorfozy, wykonywane samodzielnie, wracają do łask :) Efekt końcowy wygląda rewelacyjnie! A do tego jaka satysfakcja :) Gdy myślę o fototapecie, widzę kącik biurowy męża z podłużnym paskiem szerokości biurka ze wzorem w jelenie, sarny, tudzież inne zwierzęta leśne elegancko ubrane. Jego ulubiony motyw dekoratorski :D Chcę mu kiedyś zrobić taką niespodziankę – byłby w mega pozytywnym szoku :) Pozdrawiam!

    • Czad brzmi opcja z leśnymi zwierzętami w garniakach :). Chyba też bym się pokusiła. Mnie również cieszy, że zwykle babki biorą sprawy w swoje ręce i upiększają swoja przestrzeń :).

  • Ciekawie to wygląda, szczególnie czarną ścianą :)
    Pozdrawiam