Ptasie budki

Ostatnio oszalałam na punkcie wieszaków. Jeszcze o tym nie wiecie ale wkrótce się przekonacie ;). Wszystko przy okazji remontu przedpokoju, gdzie wieszaki są oczywistą oczywistością ale również pokoju syna.

Zauważyłam, że wieszaki w pokoju dziecka istotnie powiększają powierzchnię użytkową podłogi ;).

A że wpadły w moje ręce dwie pachnące drewnem palety, to wariacje wieszakowe trwają. Pierwsze jakie powstały są w kształcie budek dla ptaków. Zawisły nad łóżkiem Patryka, niemniej równie ciekawie mogą prezentować się w przedpokoju na klucze, czy w łazience na ręczniki… Koniec gadania i do pracy :).



Wieszaki z palet DIY

Potrzebujemy:

  • deski ( palety z odzysku 0zł)
  • wałek drewniany ( 1m, średnica 1cm w markecie budowlanym ok. 10zł)
  • zawieszki (10szt/ 8zł )
  • wkręty
  • farby i pędzle
  • wyrzynarka lub piła do drewna
  • otwornica
  • szlifierka lub papier ścierny
  • ołówek, linijka, taśma malarska

Na desce zaznaczyłam kształt budki i wycięłam wyrzynarką. Moje mają około 18cm wysokości i 9cm szerokości. Około, bo chciałam aby nie wyglądały jak spod szablonu. Jeśli coś tam Wam wyjdzie nierówno, to tylko in plus :).



Wyznaczyłam miejsce na otwór i wywierciłam otwornicą o średnicy 3cm. Zestaw otwornic zakładanych na wiertarkę ( dokładnie jak wiertło ) możecie kupić w każdym markecie budowlanym ( od 10zł/kpl. ).




Wałek przycięłam na długość 4,5cm.



To teraz szlifowanko papierem 60, kolejno 100. Nie idealnie, bo farba i tak podniesie włos drewna, a dwa, to mają być budki, nie Ludwiki ;). I w końcu brzydkie, paletowe dechy odsłoniły swoje piękno :).



Wywierciłam dziurki w budkach oraz pod śrubę w wałkach. Większym wiertłem nawierciłam otwór pod łepek śruby, żeby po wkręceniu zlicowała się z deską.



Trzy pierwsze pomalowałam farbami akrylowymi. Po wyschnięciu przetarłam papierem ściernym 120 i jeszcze raz pomalowałam. Chciałam uzyskać efekt spatynowania budek, więc przed ostatecznym lakierowaniem przetarłam je papierem ściernym, a różowy „posmarowałam” białą farbą i także starłam papierem nadmiar.



W kolejnych postawiłam na wyeksponowanie drewna. Pomalowałam wyłącznie oczko budki, boki i oklejony taśmą fragment wałka. Tak samo, dwukrotnie ( druga warstwa po przetarciu podniesionego włosa ).



Wszystkie zabezpieczyłam trzema warstwami bezbarwnego lakieru akrylowego i zamontowałam zawieszki. W tym momencie już mam problem, żeby jednoznacznie wyjaśnić „jak”. W markecie budowlanym kupiłam zawieszki do obrazów – samo mocujące. Na pewno nie samo ;). Z założenia wbija się je i są. W praktyce wbija się, wbija się i wbija… I nie są ;). Może kupiłam kiepskiej jakości… Drewno miękkie, a tu z jednej strony wbite z drugiej wyłazi. Próbowałam dobijać listwą, śrubą w otwory… w końcu powiedzmy opracowałam wbijanie ale to chyba najtrudniejsze „samo mocowanie” z jakim miałam do czynienia ;).

Powiedzmy wbite zawieszki dodatkowo przykręciłam wkrętami. Nawet gdyby „samo mocowanie” działało, to i tak dla pewności bym je przykręciła, bo wbite, to nie to samo co dokręcone ;).



Jedyny plus „samo mocowania” to odstęp od ściany po powieszeniu. Dlaczego dwa? Żeby wieszak był stabilny i nie dyndał jak wahadełko podczas użytkowania.






Zupełnie poza tematem wieszaków, od dłuższego czasu szukałam jakiegoś plakatu na tą ścianę ale jak wiecie nie lubię tego, co mogę zobaczyć wszędzie. Na pewno nie napisy uświadamiające ;). Ani ja, ani syn nie mamy problemów z pamięcią i wiemy doskonale, że jesteśmy w „sweet home”. Stanęło na rysunku mojej mamy, który namalowała będąc w wieku Patryka. Niesamowite, że ma 50 lat.



A skoro już o historii naszej rodzinki.pl, to i żywy pluszak wbił się w sesję budek. Tradycyjnie zresztą wzbudza współczucie ;).



I jeszcze więcej współczucia ;).



Prawda jest taka, że ta moja organizacja non profit po zakończeniu zdjęć ma głęboko gdzieś wieszaki. Znaczy się używa ale bez oczekiwanej ekscytacji ;). Przedstawiam  Wam moich uroczych ignorantów. Od lewej Patryk, Lili i Karolina.



Całe szczęście, że z Wami mogę się podzielić swoją pracą. Jeśli jeszcze wprowadzicie w życie to już miód malina :).