Segment PRL

Mebel, który przez lata dzielnie służył. Wypełniany po brzegi encyklopediami, mundurami dziadka, babciną porcelaną i każdym innym skarbem. W latach jego świetności wszystko skarbem było. Organki z Czechosłowacji w ilości hurtowej, lampki choinkowe, moje rysunki i kolekcja znaczków. Tu scyzoryk do cięcia paznokci… tak, dziadek nigdy od czasów wojny nie użył nożyczek, a obok ciśnieniomierz rtęciowy babci, byłej pielęgniarki. Gdybym chciała kolejno wymieniać co mieścił, pisałabym bez końca ;). Wszystko miało swoje niezmienne miejsce. Taki poukładany, międzypokoleniowy magazyn. Jako dziecko mogłam jedynie korzystać z jego niewielkiej części, a do reszty zaglądałam z ciekawością pod nieuwagę dziadków ;). Kiedy nadszedł ten czas, że musiałam go przejąć w całości poczułam się troszkę nieswojo. Jak to tak grzebać bezkarnie w dziale dziadka ?



Mam ogromny sentyment do tego mebla. Z drugiej strony nijak mi nie pasował w wersji pierwotnej. Myślę, że dziadków ucieszyłaby jego metamorfoza, a przynajmniej fakt, że dalej ze mną jest :). Babcia pewnie by coś tam rzuciła, że mebel pocięłam, ale dziadek by powiedział „ładnie”. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła pokazać Wam efekt ostateczny i nawet nie sądziłam, jak trudno będzie mi się powstrzymać od emocji. Nim do końca rozkleję się przy tych wspomnieniach, przejdźmy do konkretów.



Rozdzielenie segmentów.

Składał się z szafy, trzech oddzielnych, głębszych podstaw i trzech nadstawek. W bardzo dobrym stanie, jedynie zawiasy wymagały regulacji. Usunęłam czarne cokoły, a w zamian przykręciłam mini nóżki. Elementy nadstawek wycięłam wyrzynarką.

Szafę i i ramy zmatowiłam szlifierką. Kolejno pomalowałam farbą akrylową ( dwie warstwy ) wymieszaną z barwnikami i talkiem, aby uzyskać matową powierzchnię. Zamontowałam uchwyty do powieszenia i już :). Choć to takie proste wszystko nie było ;). Wprost z pola walki kilka zdjęć, które jak wiecie zniknęły wraz z moim pendrive, ale miała je Joasia, z która konsultuję każdy projekt. Absolutnie robocze, czyli takie, kiedy Joasia pyta „co tam u ciebie?”.




Ważne jest, aby dać farbie solidnie wyschnąć zanim ustawimy bibeloty ! Ja odczekałam dwa tygodnie.

A kiedy już zakończył się ten salonowy armagedon, przyszedł czas na powrót do segmentowego ładu. Zegar, który u babci stał za szybą, znalazł godne miejsce, a obok lupa dziadka. Wszystko tak jak być powinno :).









Chyba my dorośli z wiekiem popadamy w stereotypy, a przynajmniej ja bym tego nie wymyśliła, za to mój syn od razu spytał „czy to farba kredowa i czy można pisać po meblach ?” ;). Następnego dnia miałam na blacie czekoladkę z napisem „kocham Cię mamo”.  Idąc za ciosem i zleciłam rysunek na szafie :). Efekt mnie zaskoczył. Miałam na myśli bardziej dyskretny wzorek ;).



Kupiłam marker kredowy ( wygodniej się pisze i fajnie ściera wilgotną szmatką ) i wynegocjowałam zmianę dekoracji. Tylko jaki ten wzorek ? Nie przepadam za górnolotnymi napisami w stylu ” tu jest mój dom” ;) więc namalowałam rośliny, a Patryka słonko :).




Planowałam też uchwyty do szafy, ale do dziś na nic ciekawego nie wpadłam. Dziurkę po kluczu, która po wycięciu cokołów jest nieproporcjonalnie nisko, na razie zakleiłam czarną taśmą i niech tak sobie będzie :).




Gdyby to był segment kupiony na olx, bez skrupułów cięłabym i malowała. W tym wypadku miałam z tyłu głowy, że mogę nie uzyskać oczekiwanego efekt, zniszczyć, a babcia gdzieś tam z góry patrzy i załamuje ręce. Tym bardziej się cieszę, że go nadal mam, że mi pasuje.

I z nieskrywaną dumą chwalę się Wam moim nowym segmentem PRL :).