Skrzynka ogrodowa

Ogrodowa, bo już zaczyna brakować mi pomysłów na tytuły dla tych wszystkich skrzynek z palet, które już zrobiłam ;). Dwa, to po raz pierwszy testowałam farbę „ogrodową”, przeznaczoną do malowania wszelkiego rodzaju materiałów wystawianych na warunki zewnętrzne. Od kamienia, przez drewno, metal, terakotę, a nawet do malowania oczek wodnych. Idealnie, bo skrzynka miała stać na parapecie zewnętrznym, a co ważniejsze w ścisłym centrum Krakowa. Myślę, że w tym wypadku, nawet nie sam deszcz będzie ją męczył.

Skoro już jesteśmy w temacie szarej strony miasta, to zależało mi, żeby ta skrzynka była inna. Wyróżniała się ale nie kiczowatością ;). Mam nadzieję, że udało mi się ożywić smutne okno kamienicy.



Skrzynka z palety

Zaczęło się tradycyjnie od poszukiwania palety, o czym pisałam przy okazji lustra w palecie, które było niejako efektem ubocznym skrzynki ;). Ale po kolei…

Materiały:

  • paleta/doniczki
  • piła do drewna lub wyżynarka
  • papier ścierny
  • pędzle, wałki, kuweta
  • farby ( biała, szara, limonka )
  • folia (np. reklamówki ) i tacker lub gwoździki
  • młotek, wkręty, śrubokręt

Ponieważ moje auto czeka w kolejce u mechanika, farby zamówiłam wyjątkowo on line. Jakoś zakup farb z punktu widzenia monitora mnie nie przekonuje, co nie znaczy, że zdania nie zmienię. Z drugiej strony bez biegania po sklepach, miałam je następnego dnia. Zapakowane tak, że nawet pies był pod wrażeniem i obwąchiwał potencjalną bombę ;). No bomba :). Jak jeszcze dodam, że sklep nazywa się „Farby Polskie”, to już sama siebie przekonałam do własnego wyboru ;).



Z palety wycięłam cały element plus dno z jednej i pół deski. Zbiłam w całość i przeszlifowałam.

I błagam, brak elektronarzędzi nie jest powodem, żeby nie móc zrobić takiej skrzynki. Owszem będzie trwało dłużej i więcej mięśni trzeba zaangażować. Można taką ekstra pracę potraktować jako kreatywny fitness ;).




Przygotowałam pędzle, farby… I tu pierwszy szok, na który rozpieszczeni farbami akrylowymi musimy być gotowi. Ta farba jest akrylowa rozpuszczalnikowa. Domyślam się, że to jakieś połączenie ftalówki, po której nie da się umyć pędzli i akrylowej, która schnie w mgnieniu oka .

Na ftalówkę byłam przygotowana z ilością pędzli. Na prędkość schnięcia nie ;).



Pomimo, że doświadczenie wskazywało by drewno surowe malować pędzlem, w wypadku tej farby, dużo łatwiej było malować wałeczkiem. Ba, farba pokrywała wszystko idealnie. Że schła jak dzika, to już pisałam ;). W zasadzie po kilku minutach była sucha w dotyku.



Producent zaleca nakładanie kolejnej warstwy po 6 godzinach. Po tym czasie przeszlifowałam podniesiony włos drewna i nałożyłam drugą warstwę farby.

Wnętrze skrzynki wyłożyłam folią z grubszych reklamówek ( możecie wykorzystać worki po ziemi lub folię budowlaną ). Przybiłam tackerem, a na koniec zrobiłam kilka dziurek w dnie, żeby spływał nadmiar wody.



Do kompletu oraz w ramach testu, przygotowałam również doniczki ceramiczne, szkliwione. Próbowałam je malować akrylówką i po 4 warstwach zmyłam, bo szału nie było ;).



Tu doniczki, po pierwszej warstwie farby „ogrodowej”.



A tu już po drugiej warstwie. Bielusieńkie i ja to lubię :).

Rozrysowałam układ linii i granicę podstawy. Mogłam okleić doniczki i skrzynkę taśmami malarskimi ale wyszłoby nazbyt idealnie ;).




Żeby pędzle nie zasychały między kolejnymi malowaniami, włóżcie je do naczynia z wodą, a przed użyciem osuszcie ręcznikiem papierowym i można malować dalej :).



Dwa worki ziemi później, wyrosły rozwar, lawenda i wrzos :).







Moje wnioski na temat trwałości farby przedstawię, kiedy skrzynia już postoi dłużej na parapecie. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że jest gęsta i malowało się nią trudniej niż akrylową. Przynajmniej potrenowałam precyzję ;). Za to dwie warstwy pokrywały idealnie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że nadaje aksamitną powłokę. Zupełnie jakbym pomalowała farbą kredową. Grubą powłokę, bo kiedy po pierwszej warstwie szlifowałam, to podniesiony włos drewna ścierał się ale nie było przetarć farby.

Generalnie, aksamitna powłoka i szybki czas schnięcia, co nie jest oczywiste w przypadku farb rozpuszczalnikowych, mnie przekonuje :). Cena również akceptowalna. 29-39 zł za 0,7 l to przyzwoicie jeśli ma chronić na lata.



Najważniejsze, że nowy właściciel zadowolony :). Jedyne, co spędza mu sen z powiek, czy ktoś ich nie ukradnie. Mam nadzieję, że nie. Jeśli jednak zobaczycie je w innym miejscu niż Stare Miasto, to dajcie znać ;).

Kasia