Stare zawiasy jak nowe

Dzisiaj będzie mowa o zawiasach, solidnie pokrytych warstwami farb i o tym, jak chyba pierwszy raz coś zrobiło się prawie samo :).

W ramach remontu przedpokoju na mojej drodze stanęła szafa. Typowa garderoba z lat 70tych, będąca kiedyś stałym elementem mieszkania w bloku. Mogłam, a w zasadzie nie mogłam wymienić na nową, więc stanęło na przeszlifowaniu i pomalowaniu, czyli niskobudżetowy banał ;). I tylko tych 15 sztuk posmarowanych zawiasów zepsuje cały efekt. Albo je wymienię na nowe, albo… no właśnie co zrobię ? Przeszukałam porady w internecie:

Jak usunąć farbę z zawiasów ?

I oczywiście padały przeróżne odpowiedzi, które zdemobilizowałby każdego, w tym opalarka. Wizja siedzenia z opalarką nad piętnastoma zawiasami, to jakby za wiele. Nadal nie umiem sobie wyobrazić jak tego dokonać, bez spalenia podłogi, palców i nerwów ;).

W każdym razie moje, 40 letnie zawiasy dzisiaj wyglądają tak,



a wystarczyło:

  • emaliowany garnek
  • woda
  • nóż
  • rozpuszczalnik + szmatka

I zero pracy :).


Nie, że jakieś czary tylko logika. Skoro większość porad opierała się na opalarce, a ja i tak biorę pod uwagę kupno nowych, to może poddać je wysokiej temperaturze bez narażania życia ;) ? Pewnie, że tak zrobiłam, tylko wersji damskiej :). Do emaliowanego garnka wrzuciłam kilka sztuk, postawiłam na kuchence i gdy tylko woda zaczęła wrzeć pojawiły się pierwsze paproszki.



A dalej, to już miód na moje oczy :).



W sumie gotowałam zawiasy kilka minut. Dałam im jeszcze chwilkę poleżeć w gorącej wodzie. Niech mają swoje zawiasowe jacuzzi ;). Metal nie zdążył się bardzo nagrzać, ale dla pewności ( żeby się nie poparzyć ) wyciągałam je po kolei łyżką i delikatnie usuwałam resztki farby nożykiem. Bardzo łatwo schodziło i to całymi warstwami :).




Tyle farby zostało w garnku po pierwszej partii zawiasów.



Dla porównania, po prawej zawiasy przed pierwszym gotowaniem, a po lewej tuż po.



Zachęcona efektem, wrzuciłam je jeszcze raz do czystej wody. Zagotowałam jak poprzednio, kilka minut na ogniu i były prawie idealne. Na koniec osuszone przetarłam ściereczką namoczoną w rozpuszczalniku, żeby usunąć rdzę, mini plamki i mamy to :).



Pewnie nie odkryłam Ameryki. Może nawet wielu z Was gotuje zawiasy ;), ale tego sposobu w internecie nie znalazłam, więc dzielę się nowym odkryciem i oczywiście radością, że opalarka mnie minęła :).

Może macie inne sposoby ? Dajcie znać w komentarzu, żeby ułatwić pracę innym.

Póki co, ten uważam za cud :).


  • ArliJ

    Super sprawa! Nie wpadłabym na to:)

    • Ja również ale lenistwo wygrało ;). Banał ułatwił życie mam nadzieję nie tylko mnie :).

  • Ma Bi

    ale numer: zupa na zawiasach ;) a tak serio, to nie wpadłabym na to, a sposób SUPER!

    • Tak serio, to syn wrócił ze szkoły, zaglądnął do garnka i przemówił „byłem ciekaw co tam pichcisz, ale już wiem” ;). Całe szczęście, że zdążył się już przyzwyczaić, nie pyta dlaczego i nie je bez pytania czy jadalne ;).

  • Brawo Ty! Pomysł świetny :)
    Myślałam, że coś ściągnę, ale niestety w moim przypadku nie zda to egzaminu – muszę ściągnąć farbę olejną i jakąś jeszcze z włączników światła – za jakiś czas ja pokmobinuje i może coś mi wyjdzie :)

    • Faktycznie gotowanie włączników, to słaby pomysł ;). Wrzuciłam swoje zawiasy na grupie FB i panowie podpowiadali alternatywnie moczenie w płynie hamulcowym. Może w przypadku włączników jest to jakieś rozwiązanie :).