Tapetowanie w poziomie

Pewnie Wam jeszcze nie mówiłam, że jestem psychofanką programu „Usterka”. Tej nowszej wersji z Dominikiem Strzelcem w roli prowadzącego. „Psycho” objawia się oglądaniem każdego odcinka, powtórek i dla pewności mam jeszcze wszystkie nagrane ;). Zaskoczę Was – nie prowadzący jest obiektem moich westchnień. Nie chodzi też o drwienie z nieudaczników. Fakt, czasami bywa śmiesznie, ale częściej czuję zażenowanie gdy rosły facet oświadcza, że boi się wiertarki.

Dla mnie „Usterka”, to takie „Kuchenne rewolucje” w wersji remontowej. Heheszki z czyjejś niezdarności swoją drogą, ale ja się z nich sporo uczę. Dzisiaj już nie napiszę Wam jak przykleiłam pasek tapety, tylko jak zaznaczyłam poziom pod pierwszy bryt :). Tu mina mi rzednie, bo podczas przyklejania tapety miałam z tyłu głowy Dominika, który komentuje moje poczynania oraz setkę kamer rejestrujących każdy błąd ;). Nie pierwsza tapeta w moim życiu, a jednak bycie psychofanem „Usterki” zobowiązuje ;).


źródło: tapetuj.pl


Tapetowanie w trudnych miejscach

Tapetowanie nie jest jakimś arcytrudnym zadaniem. Zaznaczamy linię pionową na ścianie pod pierwszy bryt ( przy pomocy poziomicy ) i kleimy. Nieco trudniej jest gdy trzeba dopasować wzór. Przesunięcie wzoru trzeba brać pod uwagę przy zakupie odpowiedniej ilości rolek. Sprawa się komplikuje, gdy mamy do czynienia z krzywymi ścianami, oknem i kaloryferem w pakiecie.

MATERIAŁY:

  • tapeta –  wybrałam czarno białą, w pionowe pasy ( tutaj link do wzoru )
  • klej do tapet – najlepiej kupić klej dedykowany do konkretnej tapety ( do ciężkich tapet stosuje się inne kleje niż do papierowych )
  • pędzel
  • nożyk do cięcia i nożyczki
  • linijka, miarka, poziomica, ołówek
  • z ostatnim punktem mam problem – szpachla dociskowa, szczotka do tapet, wałek dociskowy…

Kiedy fachowiec tapetuje zawodowo, to profesjonalne narzędzia ułatwiają pracę, jednak trudno kupować wszystko na potrzeby jednej ściany. U mnie wystarczyła czysta szmatka, wałek, szpachelka metalowa zamiast szyny do przycinania i szpachelka kuchenna, żeby jakoś docisnąć tapetę za kaloryferem ;).

Do całej listy, dopisałabym drobny dodatek nietapetowy dla większej motywacji :)



Pokój Patryka remontowałam wstępnie pod wynajem. Było uniwersalnie, ale w miarę jak zapuszczaliśmy w Polsce korzenie, pokój zmieniał się pod „dłuższy pobyt”. Została ściana okienna, przysłonięta złotymi zasłonami. Ładnie, jednak mało nastolatkowo ;).



Miejsca gdzie beżowy kolor wystawał poza obrys, zamalowałam białą farbą. Ścianę zagruntowałam, a kiedy grunt sobie wysychał, zasiadłam z kawą w ręku na wprost ściany. Ta część pracy, w wypadku falujących ścian i kaloryfera na drodze do sukcesu, była najważniejsza ;).

Siedziałam i myślałam jak to zrobić, żeby po ułożeniu poziomych pasów, nie było widać, że sufit jest krzywy. Gdzie zacząć tapetowanie, żeby łatwiej było przykleić tapetę za kaloryferem. Po tych głębokich przemyśleniach, zaznaczyłam od poziomicy linię pod pierwszy bryt :).



Przygotowałam klej i przystąpiłam do rozszyfrowania oznaczeń na tapecie. Polecam czytanie instrukcji na opakowaniu, tak kleju jak i samej tapety. Nawet jeśli instrukcja na tapecie jest po chińsku, to obrazki wszystko tłumaczą. Dla mnie najważniejsza była informacja: klej nakładać na ścianę.

Nie znacie oznaczeń – tutaj link do strony ProjektBLOU.pl, gdzie dziewczyny zamieściły opisy oznaczeń, a przy okazji znajdziecie tam masę przydatnych informacji dotyczących tapet.



Po tych nudach teoretycznych w końcu konkretna robota :).

Pierwszy raz nakładałam klej na ścianę, a nie na tapetę i przyznam, że jest to wygodniejsze. Pierwszy raz też kładłam tapetę w poziomie. Już tak wygodnie nie było w pojedynkę, ale da się :).

Jak już wspominałam, ściana z pionem nie miała nic wspólnego. To znaczy w każdym miejscu była inna szerokość. Tapetę przycinałam biorąc pod uwagę najszerszy wymiar plus obustronny zapas ( po około 2cm ).



Na zdjęciu poniżej widać „pion” ściany prześwitujący spod tapety. Idealna do „Usterki” ;).



W tym miejscu jako jedyny pas przycięłam do miejsca górnego mocowania kaloryfera. Przycięcie nożykiem w odpowiednim miejscu za kaloryferem brytu pełnej długości, powiedzmy byłoby trudne.



Dalej przyklejałam tapetę w górę, a siedzenie z kawą i myślenie nie poszło na marne. Ostatni od góry czarny pasek wypada poniżej linii sufitu oraz kilka centymetrów nad oknem. Dzięki temu optycznie zgubiłam wszystkie nierówności ścian.



Chciałabym Wam jednoznacznie powiedzieć jak przykleiłam tapetę za kaloryferem, ale nie mam pojęcia. Generalnie używałam wszelkich narzędzi, żeby docisnąć tapetę tam, gdzie ręka i wałek się nie mieściły. Czytałam, że wałek na długiej rączce jest rozwiązaniem. No nie wiem. Mnie się tam żaden wałek nie mieścił. Za to szpachelka kuchenna owszem ;).

Ostatni pas od dołu wymierzyłam najdokładniej. Nacięłam tapetę pod mocowania kaloryfera i udało się :). Dłonie troszkę porysowane, ale jaka frajda. Docinki przy pomocy szpachelki i ostrego nożyka, to już sama przyjemność :).




Zostało jeszcze kilka detali, w tym motywacyjny dodatek nietapetowy i mamy to. Na razie puchnę z dumy, że jakoś to wyszło. Ciekawe jaki komentarz wystawiłby mi Dominik ;).



Mam nadzieję, że moje doświadczenia ułatwią Wam tapetowanie w tych newralgicznych miejscach. Jeśli coś pominęłam, coś nie jest wystarczająco jasne – piszcie w komentarzach. I powodzenia !!! Skoro ja dałam radę, to i Wam się uda :).

Kasia