Walentynkowe zakładki

Mam w głowie cała masę projektów do zrealizowania, ale są takie momenty kiedy wiem, że czekacie na inspirację, a u mnie zupełna pustka. Coś tam świta ale… to banał, to było… i wtedy, kiedy już tracę nadzieję na walentynkową inspirację, wyskakują zakładki :).



Zakładki z patyczków

To będzie najkrótsza instrukcja ( inspiracja ), bo żadnej Ameryki nie odkryłam. Chociaż jestem zdania, że te najprostsze pomysły są najpiękniejsze. Co będzie potrzebne ?

MATERIAŁY:

  • szpatułki laryngologiczne ( możecie kupić w aptece 100szt./7zł ) lub patyczki po lodach.
  • pisaki, mazaki, cienkopisy… co tam macie na biurku
  • lakier do paznokci

Lakier do paznokci ? Owszem, tu jest jedyna Ameryka, którą przy zakładkach odkryłam :).



Rysowałam wzory najpierw na kartce, bo u mnie z tym rysowaniem słabo, a potem na patyczkach. Najzwyklejszymi cienkopisami i pisakiem, upolowanymi w piórniku syna :). Jeśli nie macie pewnej ręki, możecie sobie delikatnie naszkicować ołówkiem.





Na koniec zabezpieczyłam zakładki. Nie jest to konieczne, niemniej wzór podczas użytkowania zacznie się ścierać. Próbowałam malować farbą akrylową, ale wzory się rozmazywały. I tu z pomocą przyszedł bezbarwny lakier do paznokci. Idealnie się sprawdził. Zwykły lakier, kupiony w kiosku za 4zł. Nie rozmywa rysunku, zabezpiecza i nawet nie świeci się szczególnie.

Na zdjęciu poniżej zakładka pomalowana farbą akrylową i powyżej, lakierem do paznokci.



A tak prezentuje się cały komplet. Rysunki są po obu stronach, a przy niektórych pomalowałam także rant.






Jak Wam się podoba taki prosty pomysł na walentynkowy upominek ? Jestem przekonana, że dzieciaki będą miały frajdę z ozdabiania patyczków, a mistrzowie rysunku stworzą imponujące zakładki.

To moje kolejne zakładki ze szpatułek. Były już oklejane taśmą i ozdabiane techniką decoupage. W walentynkowych stawiałam na prosty wzór, na miarę moich możliwości ;) i po Polsku !!! Nie ma tu – „I love You… My Love”, ponieważ mam awersję do wszechobecnych napisów, na wszystkim, po angielsku. Nie wynika to z braku znajomości języków. Wręcz przeciwnie, znam ich kilka i gdybym prowadziła blog np. w Hiszpanii, pisałabym na zakładkach ” te quiero, te amo” i „mi corazón”.

Tyle ode mnie, a Wy wymalujcie, wypiszcie sobie na tych zakładkach, co tam Wam w serduchach gra :).