Wieszaki z Saltwash

Pod koniec października prowadziłam warsztaty w Łodzi, podczas których robiliśmy wieszaki z desek postarzanych proszkiem Saltwash. Dla niewtajemniczonych, jest to „proszek zawierający naturalną sól morską, który po zmieszaniu z dowolnym rodzajem farby nadaje malowanej powierzchni wyjątkową fakturę i autentyczny vintage look”. Dodałabym, że bardzo prosty w użyciu i na pewno wciąga ;).

Mnie wciągnęło tak, że na potrzeby warsztatów zamiast jednego wieszaka, zrobiłam trzy :).





Nie była to moja pierwsza przygoda z Saltwash, więc chyba mam prawo się mądrzyć ;). Zaczęło się od tacy z palet ( tutaj ). Choć kiedy podziwiam prace artystów stosujących ten proszek, to mogę się schować. Na oficjalnym profilu Instagram producenta możecie zobaczyć niesamowite efekty i możliwości jakie daje proszek w praktyce ( tutaj ).

Co mnie najbardziej przekonuje, to poza efektem „vintage look”, który wprawna ręka może zastąpić papierem ściernym, ma bardzo dobrą przyczepność do wszelakich powierzchni oraz maskuje mankamenty. Wyobraźcie sobie stary stół, z ubytkami forniru, dziurami… W takim przypadku amator nie bardzo da radę z renowacją. Można szpachlować albo postawić na szybką metamorfozę przy użyciu proszku.

Osobiście jestem zdania, że przed przystąpieniem do odnowy wielkiego mebla, fajnie jest sprawdzić możliwości i efekty na mniejszej powierzchni. Może właśnie wieszaki :).


Saltwash DIY

Materiały:

  • deska
  • haczyki / uchwyty meblowe / gwoździe
  • dowolne farby ( używałam farb akrylowych i kredowych )
  • proszek Saltwash
  • naczynie do rozmieszania proszku z farbą
  • papier ścierny
  • narzędzia w zależności od zastosowanych zawieszek ( młotek, śrubokręt, wiertarka )

Deska, to odpad stolarski od mojego ulubionego stolarza, który zamiast palić nimi w piecu, podrzuca w dobre ręce :). Przygotowałam również różnego rodzaju gałki.



Rozmieściłam symetrycznie gałki. Wywierciłam dziurki i przykręciłam.




Teraz to, czego jednoznacznie nie potrafię określić – proporcje. Na pewno proszek można mieszać z każdą farbą – kredową, akrylową, emulsyjną, ftalową…. Tutaj proporcje sugerowane przez producenta. Polecam odmierzenie potrzebnej ilości farby i dosypywanie proszku, aż do uzyskania papki, która trzyma się pędzla.

Na potrzeby tego wieszaka odlałam około 100ml farby.




Tak rozmieszaną papką nie malujemy, a nakładamy pędzlem na powierzchnię. Coś jak wklepywanie maseczki na twarz ;).



I czekamy aż przeschnie. W zależności od temperatury pomieszczenia około 20 – 30 min.



Drugi etap, to rozcieranie przeschniętej masy pędzlem. To w jaki sposób to zrobimy / w jakich kierunkach, zadecyduje o efekcie końcowym. Ten wieszak rozcierałam długimi pociągnięciami, we wszystkich kierunkach.



I znowu czekamy. Czekanie jest najtrudniejsze ;).

Tym razem do całkowitego zaschnięcia pierwszej warstwy ( około 2 godziny ). Po tym czasie wyczuwalna będzie faktura na drewnie / uchwytach i można malować na kolejny kolor. Drugi kolor już bez Saltwash.



I znowu czekanie ;).



Po całkowitym wyschnięciu możemy przecierać wieszaki papierem ściernym.




Pozostaje dobić gwoździe, zawieszki, haczyki i cieszyć się oryginalnym efektem wieszaka.

Wyobrażacie sobie taki efekt na meblu ? Zdecydowanie daje nieograniczone możliwości do kreacji i nie wymaga szczególnych zdolności. W zasadzie robi się prawie samo ;).







Na wszystkie wieszaki nakładałam warstwę farby kredowej ( turkusowa laguna ) rozmieszanej z proszkiem Saltwash.

Druga warstwa:

1. farba kredowa ( kwaśna limonka )

2. farba akrylowa ( candy 3 )

3. farba akrylowa ( miami 6 ) i kolejna biała akrylowa

Na koniec zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem akrylowym.





Zachęceni ? Jestem przekonana, że jeśli spróbujecie, to nie będzie to ostatni raz :). Efekty prac uczestników warsztatów możecie zobaczyć na Facebook.

Kasia