Kupiłam miejski kompost
Wiedzieliście, że w wielu dużych miastach, można kupić kompost „miejski”? Wprost z zakładu utylizacji odpadów. Ja długo nie wiedziałam i długo też zbierałam się, żeby pojechać, sprawdzić oraz oczywiście kupić. Zanim jednak opowiem, jak taki kompost kupić, to kilka słów o tym, po co mi on.
Kompost – czarne złoto
Czarnym złotem, ogrodnicy nazywają kompost. Do ogrodniczki, to mi jeszcze daleko, ale wiem, że rośliny potrzebują nawozu. Do tej pory nie używałam chemii i nie planuję. Kompost za to, to cudowny, naturalny nawóz. Poprawia on także strukturę gleby.
Nawiązując do wpisu o zakładaniu ogródku przed blokiem, na pewno rozumiecie, że w mieście, przed blokiem, kompostownika sobie nie postawię. Widziałam i takie rozwiązania, ale mimo wszystko, dostrzegam więcej minusów, aniżeli plusów. Dodatkowo, tradycyjne przekompostowanie odpadów trwa wieczność… No może krócej, ale jednak długo.
Mogę za to kupić sobie gotowy kompost – jak to pani mieszczanka ;) i ściółkować sobie nim rabaty.
Po co ściółkować rabaty?
1. Aby ograniczyć chwasty – u mnie także, by trawa nie konkurowała z roślinami.
2. Utrzymać wilgoć w glebie.
3. Chronić korzenie przed niesprzyjającymi warunkami, jak np. mróz.
4. Wzbogacać glebę – tu właśnie kompost wygrywa, na tle innych rodzajów ściółek.
5. Ze względów estetycznych.
6. Zawsze po posadzeniu rośliny ściółkuję, żeby widzieć, że tam są – zanim ją przypadkowo skoszę ;).
Sami widzicie, że takie mini sadzonki, bez ściółkowania/oznaczenia ich miejsca, zarosłyby momentalnie trawą i pewnie bym je skosiła. A i tak się zdarza ;).
Do tej pory, ściółkowałam kartonem i bardzo Wam to polecam, oraz korą iglastą. Nie jest to duży wydatek ( kora ok. 20zł/80l), co wystarczyło mi na cały mini ogródek. Wygląda to też estetycznie.
Karton, bo zatrzymuje wzrost chwastów, lepiej niż sama ściółka. Ponadto celuloza zawarta w kartonie, jest ważnym składnikiem diety dżdżownic.
W ramach eksperymentu, zostawiłam jeden „goły” krążek kartonu pod rośliną i dżdżownice, zrobiły w nim szybko dziury. A na tym mi właśnie zależy. Żeby były, żeby przerabiały materię organiczną i wydalały. W tym roku, wymieniałam/dodawałam karton, pod rośliny.
Widzicie tego ślimaka, który pełza po kartonie, obsypanym fusami kawy? Jak mi ktoś powie, że karton, czy kawa jest barierą dla ślimaka… Może i nie ma on przyjemności, ale nie takie rzeczy widział ;).
Nie ma konieczności wycinana takich ślicznych kółek z kartonu. Ważne za to jest, aby karton był bez nadruku ( gazety się nie nadają) i bez taśmy klejącej. Namoczony przed położeniem lub podlany po.
Widziałam na Facebook żale na karton w ogrodzie, osoby która posadziła cebulki tulipanów, przykryła kartonem całą rabatę i była zdziwiona, że cebulki nie wzeszły. Jak miały wzejść? Nie jest to agrowłóknina, ale jednak stanowi barierę dla wzrostu.
Ściółkowanie kompostem
I tu dochodzimy do – estetycznie i praktycznie. Karton, bez zmian, w celu zahamowania wzrostu chwastów i ku radości dżdżownic. Zamiast kory, która dość długo się rozkłada, nawóz naturalny, czyli kompost. Zaleca się podsypywanie kompostem roślin, jesienią lub wczesną wiosną. Taki kompost z zakładu utylizacji, jest świetnym rozwiązaniem na ściółkowanie rabat. Odżywi, rozluźni z czasem glebę i jest w przystępnej cenie. Choć ten krakowski, jest chyba najdroższy ;).
Jak i za ile, kupić kompost miejski?
Co miasto, to inne zasady i inne ceny, ale możemy przyjąć, że kompost może kupić każdy.
Do krakowskiej kompostowni w Baryczy, najpierw dzwoniłam z pytaniem, czy na pewno kompost jest, bo mimo, że niewielką ilości chciałam kupić, to jednak jest to wycieczka na granicę miasta. Większe ilości, mówię tu o tonach, trzeba umówić, dla pewności.
Na miejscu, zważono samochód ze mną i podałam swoje dane. Kolejno przekierowano mnie do miejsca składowania kompostu.
Załadowałam potrzebną ilość do swoich pojemników. Podjechałam na wagę. Ponownie podałam swoje dane i po zważeniu ( ja, plus auto, plus kompost… Plus masa much, która wsiadła podczas ładowania ) – zapłaciłam 4,32zł.
Tak, cztery złote i trzydzieści dwa grosze. Razem z tymi muchami.
Nie pakowałam dużo, choć łopata, dostępna obok pryzmy, zachęcała, żeby ładować ile się da. Miałam dwa pojemniki po 40l i około 1/4 worka na gruz. Na ten moment, nie wiem ile realnie potrzebuję do ogródka. Mierzyłam też swoje moce nośne ;).
Jak na pierwszy raz, testowy, to byłam mile zaskoczona. A przygotowana byłam od rękawiczek, po własną łopatę.
Pani przy wadze, miła. Samodzielne ładowanie, przy niewielkich ilościach, mi pasuje. Jakość kompostu, na oko i nos, pachnąca dobrze i wyglądająca nieźle. Jakiś tam się drucik trafił, kawałek folii… Nie jest to taki kompost jak z worka w sklepie, ale mnie takie większe kawałki gałęzi, do ściółkowania, pasują. Przynajmniej dżdżownicom dam zajęcie.
Każdy zakład utylizacji ma swoje ceny i warunki zakupu. W Krakowie cena za tonę, wynosi 108zł (2025 rok ) – załadunek i transport we własnym zakresie. Warszawskie MPO oferuje kompost w cenie 65zł netto za tonę, ale minimalna ilość, to 10 ton. W innych miastach, jeśli nie obowiązuje promocja, ceny zaczynają się od 30zł/tona.
Kompost z miejskiej kompostowni.
Na stronie krakowskiej kompostowni, można przeczytać, że odpady zielone, są przetwarzane w kontenerach „w których zachodzi proces intensywnego tlenowego kompostowania, kontenerów z zamontowanymi dmuchawami powietrza, biofiltrów, systemu rurociągów doprowadzających i odprowadzających powietrze, kondensat oraz ciepło do nagrzewnic powietrza wprowadzanego do procesu.” cyt. MPO Kraków. Jest to zdecydowanie inna technologia, aniżeli tradycyjny, przydomowy kompostownik.
Fajnie, ale pewnie Was bardziej ciekawi to, z czego powstaje.
Otóż nie z bio odpadów kuchennych, które wrzucamy do brązowych pojemników, a z odbieranych odpadów zielonych ( liści, gałęzi, trawy). Każda partia, ze względu na porę roku, może się nieznacznie różnić wizualnie, bo i różny materiał trafia do kompostowni. Jednocześni kompost ten, powinien spełniać wymagania nawozu organicznego. Kompostownie produkują różne komposty. Krakowski kompost jest przeznaczony na rabaty i trawniki. Być może w Waszym mieście znajdziecie kompost „miejski”, również do uprawy warzyw.
To ja idę podsypywać grządki, a Wy dajcie znać, jak to u Was z miejskim kompostem wygląda. Ceny, dostępność, jakość…
Należy się jednak aktualizacja. To co opisałam powyżej, było efektem osobistej wizyty w Krakowskim MPO, ale takżę tuż po pierwszej wizycie, skontaktowałam się z Rzecznikiem Prasowym Krakowskiego MPO. Bardzo szybko uzyskałam odpowiedzi na zadane pytania, od Dyrektora Centrum Ekologicznego BARYCZ. Na tej podstawie powstał powyższy tekst. Nie chciałam się czepiać, bo i tak uważam, że warto kupić taki kompost. Kilka kwestii mi się nie spinało. W tym brak certyfikatu. I nadal bez czepialstwa, a z potrzeby dokupienia kompostu, po dwóch tygodniach pojechałam po kolejną partię kompostu.
Trochę mi było smutno, bo pryzma z kompostem, ta sama, niewiele się różniła. Jestem przekonana, że wielu ludzi chętnie by skorzystało, a nie ma wiedzy o tym, że można taki kompost „miejski” kupić. Więc jeśli znacie kogoś, kto ma choćby mały ogródek, to przekażcie mu tą informację.
Na głównym zdjęciu, macie to samo ujęcie łopaty z opisem kompostu. Dwa tygodnie później pojawiły się też rękawiczki. Polecam mieć swoje, ale miło.
Kiedy pytałam mailowo o certyfikat kompostu, w odpowiedzi dowiedziałam się, że taka informacja podawana jest podczas zakupu kompostu. Całkiem możliwe, że ja coś przeoczyłam za pierwszym razem, ale za drugim razem, faktycznie przy kasie był stosik skserowanych instrukcji i taką też mi wręczono.
Pewnie kompostownie mają jakieś tam niedociągnięcia, ale działają i korzystajmy z tego.
Po drugiej wizycie, zdania nie zmieniam, a nawet było milej, niż za pierwszym razem.
Warto jest ściółkować miejskim kompotem i na pewno na wiosnę, pojadę po kolejną porcję.
Kasia
Jeśli ten wpis Cię zainspirował i chcesz postawić mi kawę, to będzie mi bardzo miło.
Dziękuję!















Nie wiedziałem, że można kupić „miejski” kompost. Bardzo ciekawe rozwiązanie. Będę musiał podjechać do PSZOK-u. Dzięki za artkuł i cenną informację :)
Ogromnie mnie to cieszy. Sama żałuję, że nie wiedziałam wcześniej, zanim zrobiłam zakupy w marketach. I faktycznie ten kompost mi się sprawdza. Może nie jest to taki „domowy”, ale na rabaty, świetna opcja.