Deski kuchenne

Po warsztatach w Łodzi zostało mi kilkanaście większych kawałków sosnowych desek. Większych, jak na odpadki stolarskie. Takie po około 30 cm, więc meblościanki z nich na pewno nie zrobię ;).

 Z jednej powstała mini tablica, kolejną okleiłam filcowymi kulkami, a reszta… Najlepsze pomysły rodzą się same i z potrzeby chwili. Kilka desek używałam jako podstawki pod gorące garnki i tak na dłużej zagościły w kuchni :).

Drewno sosnowe jest miękkie i niespecjalnie nadaje się na deskę do krojenia ale do podawania serów, czy wędlin, jak najbardziej. Jeszcze do tego sękate, z widocznym rysunkiem. Jedyny problem to, jak takie deski zabezpieczyć, żeby były bezpieczne w kontakcie z żywnością.



Przeszukałam fora specjalistyczne i tak na prawdę nie zdobyłam jednoznacznej odpowiedzi.

Czym zabezpieczyć deskę kuchenną ?

Tu z pomocą przyszła Małgosia, autorka bloga Odnawialnia. Myślę, że nie przesadzę pisząc – Specjalistka od drewna ( i nie tylko ). W tym wpisie Małgosi znajdziecie nie tylko informacje czym zabezpieczać drewno, ale też jak odnowić starą deskę.



Deski kuchenne DIY

Wybrałam ciekłą parafinę, bo to najszybsze i tanie rozwiązanie. Deski możecie kupić w markecie budowlanym lub jak ja, zaglądnąć do miłego stolarza, z pytaniem czy nie ma jakichś odpadków. Może nawet uda się zdobyć twardsze drewno, za parę groszy :).

MATERIAŁY:

  • deski
  • szlifierka i / lub papier ścierny
  • otwornica
  • wiertarka
  • ciekła parafina ( w każdej aptece ok. 5zł )
  • bawełniana szmatka


O otwornicy już pisałam przy okazji stojaka na jajka. W skrócie jest to wiertło, montowane do wiertarki, z różnej średnicy nakładkami. Wystarczy zaznaczyć miejsce na otwór i wiercimy na wylot. Moje otwory mają średnicę 3,5cm.

Na pewno trzeba uważać / robić przerwy, żeby nagrzaną od tarcia nakładką, nie przypalić drewna.



Deski szlifowałam papierem ściernym P120, a skończyłam na P200.



Oszlifowane, z lekko zaokrąglonymi rantami i odpylone, można zabezpieczać. Pierwsza warstwa ciekłej parafiny solidna. Suche drewno chłonie ją jak gąbka. Kolejne już po prostu nacieramy, w odstępach jednodniowych. Łącznie 4-5 warstw.



To zdjęcie najlepiej pokazuje jak po nałożeniu jednej warstwy parafiny, drewno nabiera wyrazu, a słoje się uwidaczniają. Tuż po nałożeniu są tłuste, a każdego kolejnego dnia stają się aksamitne w dotyku.




Pięć dni później i bez specjalnego wysiłku, jestem szczęśliwą posiadaczką własnoręcznie wykonanych desek :).




Deski zostają w mojej kuchni, nikomu nie oddam. Niemniej uważam, że są bardzo fajnym pomysłem na prezent. Szczególnie dla miłośniczki serów i szynki parmeńskiej ( czyt. Ja! ).






Musicie mi wybaczyć, że trochę skromnie na tych deskach. Nieroztropnie kupowałam sery o jeden dzień wcześniej, niż przewidywał plan zdjęciowy. Leżały takie biedne w lodówce, zimno… I właśnie dlatego nie jestem blogerką kulinarną :). Ściskam.

Kasia