Franco Polo

Do tej pory działałam na własnym gruncie. Moje instrukcje, moja praca od podstaw. Pora jednak poszerzyć horyzonty o nieco bardziej wysublimowane projekty. Stąd dzisiejsza inspiracja, której nie jestem w stanie odtworzyć krok po kroku. Żałuję. Mogę Was tylko zapewnić, że uczestniczyłam jako obserwator od samego początku i byłam pod ogromnym wrażeniem.

Zapraszam Was do obejrzenia stołu ogrodowo-tarasowego, wyłożonego płytkami. U nas w Krakowie powiedziałabym, że jest po prostu oflizowany, ale nie jest to tak proste, więc pozostanę przy pierwszej wersji. Próbowałam przeszukać fachowe nazewnictwo stylu w jakim jest on utrzymany, bez skutku. Liczę na Waszą pomoc. Sama zaś pozwoliłam sobie nazwać go roboczo stylem  ?Franco Polo? (od imienia autora: Franciszek, narodowości polskiej ).

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że sam stół, jest efektem wielu dni pracy. Każdy z nas wie, że rękodzieło to nie takie tam pitu pitu, byle jak i na szybko.  Zmienna aura zdecydowanie opóźniała czas realizacji.

Żeby nie trzymać Was dłużej oto on! Stół w stylu Franco Polo.

Chciałoby się powiedzieć, klasyka gatunku. Nic podobnego ! Dostrzegacie ten jeden, jedyny malutki kafelek pośród innych? Pewnie pierwszą myślą jaka przyszła Wam do głowy, było “przyklejone z resztek płytek”. Kolejny błąd ! Dostarczone autorowi płytki były pełnowymiarowe 25x20cm. To świadomy zamysł by je zmodyfikować. Możemy przejść dalej, jednak proszę Was o zmianę tego szablonowego myślenia.



Z każdym kolejnym zdjęciem ?klasyczny stół? będzie nabierał innego wymiaru. Spora w tym zasługa Piotra, który jest autorem zdjęć. To mój pierwszy raz, kiedy zdjęcia nie wymagały obróbki, a projekt bronił się sam.

Zanim przejdziecie do kolejnych etapów, walc wiedeński Fale Dunaju, znany z filmu “Noce i dnie”. Wciśnijcie trójkącik i płyniemy na przeciw sztuce. Będzie klimatycznie.


Macie podkład muzyczny ? Prostota odchodzi, za to pojawiają się właśnie fale… Dunaju. To ten walc musiał grać w duszy Franciszka w trakcie pracy.



Owa fala to coś więcej, to moc asymetryczna. Nie ma tu mowy o poziomie. Tu poziom sam w sobie istnieje w wyobraźni odbiorcy dzieła. Stawiasz kieliszek i tylko od Ciebie zależy, jak długo będzie stał. Wybierasz większy kafel – stoi, szukasz silniejszych emocji stawiasz na krawędzi kafla ryzykując utratę wina, a może dopisze Ci szczęście… Taka wnętrzarska rosyjska ruletka. Jest ryzyko, jest zabawa :).



Poziomowanie mamy już za sobą, pora na innowację w układaniu kafli. Może nie jest to odkrycie, jednakowoż ta technika powoli odchodzi w niepamięć. A mianowicie fugę zastępuje tu wysuwający się spod kafli klej. Z czasem będą to również fragmenty potraw. O ile przegramy ze stołową ruletką, wszelkie gatunki wina, poranna rosa… ten stół przyjmie wszystko, co mamy mu do zaoferowania, a odwdzięczy się fugą z życia wziętą.



Czas na stołu kant. Zachowane dylatacje, na wypadek rozprężania i kurczenia się materiałów. Rustykalna listwa wykończeniowa, spatynowana klejem. Czy może być piękniej ? Skandynawska szarość pokrywa pomarańcz PRL. Brawo Franco ! Łączenie styli, to nie łatwa sztuka.



Tak jak i łączenie listew z uwzględnieniem klimatu umiarkowanego. W moim odczuciu tu inspiracją było układanie szyn kolejowych z zachowaniem dystansów. Czyż nie banalnym byłaby listwa po całej długości blatu ? Kropkę nad i stanowią gwoździe. Przez lata wpajano nam, że listwy montuje się na wkrętach. Bzdura! Widzicie tu nowoczesne wkręty gwiazdkowe ? Gwóźdź zawsze był i będzie – chwała gwoździom !



Rzut okiem na całość i zamysł nabiera wyrazu. Zero banałów, zero oczywistości. Jedynie Piotr fotograf miał problem z ujęciem odpowiedniego poziomu na zdjęciu. Wielkie dzieła wymagają wielkich fotografów, a mnie się trafił Piotr. Ach…



Po pomyłce z wyborem fotografa pora na perełkę. Znacie pewnie przesąd, że nie należy siadać na rogu stołu. Jednak kiedy miejsca nie ma, chcąc nie chcąc siadamy na tym felernym rogu i potem siedzimy na Sympatii przez lata. Artysta przychodzi nam z pomocą likwidując oczywisty róg. W zamian za to mamy tu przykład dwuwarstwowego rogu, a co za tym idzie siedząc na rogu podwójnym z automatu przyciągamy drugą połówkę. Banalnie proste rozwiązanie, a nie każdy z nas potrafiłby na to wpaść.



Często piszecie, że nie macie serca, zdolności… Wiem i rozumiem. Jestem jednak przekonana, że przy odrobienie zaangażowania znajdziecie takiego fachowca na naszym rynku, który będzie w stanie powtórzyć owe dzieło.



Sztuka wyższa, o której nie należy dyskutować zasługuje na szacunek. Tak jak i sam autor, który życzył sobie pozostać anonimowym. Nie inaczej było w wypadku zleceniodawcy, obecnie dumnego właściciela stworzonego dzieła. W trosce o własne bezpieczeństwo pragnie nie podawać miejsca pobytu stołu. Absolutnie szanuję decyzję wszystkich. Pozwolę sobie tylko przytoczyć fragment rozmowy z artystą:

Ja: Franku, widziałam, że skończyłeś pracę…

Franciszek: Kasia, zjeba..em to.

Moi kochani, bez jaj z tymi żartami w prima aprilis ;) !

Szczególne podziękowanie dla Franka za temat oraz Piotra za fotki, a właściciel już ma nagrodę ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *