Balkon w bloku

 Byłoby fantastycznie mieć własny ogród pełen świeżych warzyw, drzew i kwiatów. Tyle w temacie marzeń, bo większość z nas ma co najwyżej balkon. Jedni mikro, typu “stopka”. Inni w kwadracie, tak na cztery stopy ;). Ja mam typową loggię, w bloku z lat 70tych. Długaśną i wąską, co motywuje do trzymania diety, żeby się po niej przemieszczać ;).

 Nie ważne jaki mamy balkon, ważne że jest :).

Zapraszam więc na podsumowanie zeszłorocznego sezonu balkonowego. Może zainspiruje Was do zagospodarowania własnego skrawka w tym roku.



Jeszcze trzy lata temu sytuacja miała się tak…



Co by nie mówić, napracowałam się, żeby było miło. Pierwszą metamorfozę balkonu, zobaczycie tutaj.

Tyle wspomnień. Z każdym kolejnym rokiem było dużo łatwiej.



Na dobry początek dostało się starej latarence z IKEA. Pewnie też takie macie. Nie wyglądała źle, niemniej przemalowałam ją farbą w spreju. Podobno na kolor czerwony, a dla mnie to jednak bordo ;).



Mam szczęście do ludzi i mebli z wystawek.

Nowym elementem na balkonie jest drewniany stolik. Na pierwszy widok aż mi go było żal. Za to forma ujmująca. Tutaj cała metamorfoza stolika. Dla jednych zniszczyłam, dla innych uratowałam.





Brakowało mini bieżnika z chwostami ( tutaj instrukcja ) do kompletu.

Nieco wysunęłam skrzynię, a tył zabudowałam płytą meblową. Obszyłam gąbkę i uszyłam kilka poduszek. Dużo wygodniej odpoczywać na głębokim siedzisku.



Lustro dostałam od przyjaciółki. Dodałam mu ramę z paletowych desek ( tutaj ).




Żeby nie wiercić setek dziur, pod sufitem podwiesiłam pomalowaną na biało gałąź. A na niej makramowe kwietniki ( tutaj ) oraz lampki ogrodowe.



Odświeżyłam również puf z wiaderka. Niesamowite, że służy już trzy lata i jest ulubionym taboretem domowników. Jeśli macie gdzieś w kącie wiadro po farbie emulsyjnej, to tutaj pokazuję jak je odmienić w puf.



Półki z szuflad, z zamrażarki stały się hitem kiedy je opublikowałam ;). Bez zbędnej kokieterii uważam, że fajnie się prezentują. Ba, służą dwa lub trzy lata i nie zamierzam ich wymieniać.



Rośliny na balkonie

Jestem uzależniona od roślin. Kocham, uwielbiam i ogromną przyjemność sprawia mi ich widok. Żeby nie było tak słodko, tą miłość odwzajemniają wyłącznie niewymagające roślinki ;). Południowa wystawa loggii również obliguje do wyboru określonych gatunków.



W istotnej części są to sukulenty. W skrzynkach z palet, w makutrze, w puszkach. Wierne i dzielnie wytrzymują mrozy. Do kolekcji dołączyły begonie.



Pies im nie straszny.



Poza tym lobelia, nasturcja, koleusy i sanwitalia.










Ach ile ja godzin spędziłam w tym moim ogrodzie.

Mam nadzieję, że Was zachęciłam ciut :). To może dodam, że ten balkon kosztował mnie wyłącznie trochę pracy i zakup roślin.

Od kilku lat, spacerując z psem po osiedlu, patrzę na inne balkony. Ogromnie mnie cieszy, że coraz więcej z nich przestaje pełnić wyłącznie funkcję magazynu na rupiecie, czy przechowalnię rowerów. Taki mikro nawet roweru nie pomieści, za to odrobinę większy, może być naszym własnym skrawkiem ogrodu.

Koniecznie pochwalcie się swoimi planami, a najlepiej realizacjami balkonowych rewolucji :).

Kasia